Mindfulness w praktyce: dlaczego zmiana zaczyna się od zatrzymania

Haruto kochał shinkanseny. Od zawsze. Niedaleko skromnego domku, w którym mieszkał z rodzicami i rodzeństwem przebiegały tory i od urodzenia Haruto mógł słuchać i patrzeć jak błyszczące i szybkie maszyny wiozą ludzi ku wielkim przygodom. Był bardzo dumny, że jego kraj jest znany na całym świecie z tych szybkich, wyjątkowych pociągów. 

– Z taką prędkością można wszystko! – myślał… Zwiedzać, zdobywać wiedzę, poznawać nowych ludzi, ba! nawet zostać kimś zupełnie innym niż się jest! 

Marzenia Haruto także nie miały granic. Chciał zostać najlepszym piłkarzem – jak Kagawa, grać daleko poza Japonią. Ale kiedy poszedł pierwszy raz na boisko, okazało się, że nie potrafi tak od razu trafić do bramki… Chciał zostać znanym projektantem, jak Yamamoto i zadziwiać świat swoimi pomysłami! Ale pierwsza kurtka, którą uszył była jakaś krzywa… Chciał być jak Morimoto i rządzić twardą ręka w Iron Chef, ale kiedy przypalił warzywa poczuł, że nigdy nie dorówna Mistrzowi… 

– Ehh… tak trudno jest stać się kimś… wyszeptał zrezygnowany siedząc na swoim ulubionym nasypie, a po policzku spłynęła mu gorąca łza rozgoryczenia. 

Wtedy odezwał siedzący obok przyjaciel, Yuma. 

– Haruto, kochasz shinkanseny, prawda? Powiedz mi, co musiałbyś zrobić, żeby z jednego pędzącego pociągu wsiąść do innego? 

Haruto pomyślał chwilę… – Najpierw musiałbym wysiąść z pierwszego… poczekać aż ten zwolni i zatrzyma się na stacji… Później wysiąść i poszukać peronu, z którego odjeżdża ten kolejny… pewnie nie uda się tak trafić, aby od razu wsiąść do kolejnego, więc może musiałbym spędzić trochę czasu czekając na peronie… 

– No właśnie! A Ty próbujesz przeskoczyć z jednego pociągu do drugiego, bez chwili zatrzymania i namysłu… Jaki najmniejszy, cierpliwy i powolny krok możesz zrobić dzisiaj, aby dać sobie czas by spokojnie wsiąść do swojego pociągu, a później pozwolić mu się rozpędzić?

***
Czasem w procesie psychoterapeutycznym pojawia się taki moment, który trudno nazwać — coś pomiędzy starym a nowym, pomiędzy tym, co już nie działa, a tym, co jeszcze nie powstało.

To nie jest ani decyzja, ani działanie. Bardziej rodzaj cichego peronu, na którym można wreszcie zdjąć z siebie tempo, oczekiwania, porównania.

Na przeciw terapeuty siadają osoby, które próbowały już wielu dróg, często z wielką ambicją i odwagą — ale bez chwili zatrzymania.

Przychodzą z historiami pełnymi prób „przeskoczenia” do nowego życia, zanim zdążyły sprawdzić, gdzie właściwie stoją.

I wtedy zaczyna się coś bardzo delikatnego:

nie spektakularna zmiana, lecz powolne odzyskiwanie kontaktu z własnym rytmem.

Z najmniejszym możliwym krokiem.

Z tym, co jest prawdziwe, a nie idealne.

Może właśnie dlatego psychoterapia tak często zaczyna się od zgody na chwilę bezruchu — na to, że zanim ruszy się dalej, trzeba najpierw poczuć własny peron.

Przeczytaj także